Ostatnie posty


              Wybranie odpowiedniej karmy dla pupila jest fundamentem jego zdrowia. Odpowiednio dobrana i zbilansowana dieta ma ogromny wpływ na zwierzę. Gwarantuje prawidłowy rozwój
w wieku szczenięcym i doskonałe zdrowie również później. Prawidłowe żywienie zapobiega wielu chorobom i problemom zdrowotnym, sprawia, że pies jest szczęśliwy i pełen energii. Jednak wybór wartościowej karmy jest trudną decyzją, biorąc pod uwagę, jak wiele wariantów oferuje rynek. Na co zatem zwracać uwagę, dokonując tego wyboru? Na pewno nie należy kierować się frontami opakowań ani reklamami telewizyjnymi.
            Niestety często uwaga poświęcona marketingowi nie idzie w parze z jakością karmy. Stojąc w sklepie przed półką z karmami, właściciele psów często sięgają po karmy popularnych marek. Niestety mało, kto zwraca uwagę na skład karmy. To właśnie on jest jedyną cenną informacją, która mówi całą prawdę o tym, czy karma jest dobrej, czy złej jakości. Wybierając świadomie jedzenie dla siebie, powinniśmy tak samo postępować, kupując coś dla swojego pupila. Jednak czytanie etykiet nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Często informacje umieszczone na etykiecie sformułowane są w taki sposób, że bez odrobiny wiedzy o często stosowanych zabiegach producentów i specjalistycznym nazewnictwie, trudno określić jakość karmy. W jaki sposób rozszyfrować informacje z etykiety?

Podstawowe informacje
            Jedną z pierwszych informacji, jakie zdradza etykieta, jest informacja o tym dla jakiego zwierzęcia i w jakim stadium rozwoju jest przeznaczona karma. Najczęściej etykieta określa również czy karma jest pełnoporcjowa, czy uzupełniająca. Karma pełnoporcjowa może stanowić wyłączny rodzaj pożywienia, jaki jest podawany zwierzęciu, ponieważ dostarcza wszystkie składniki potrzebne do prawidłowego funkcjonowania. Jest to kompletny i zbilansowany pokarm, dostarczający składniki odżywcze w odpowiednich ilościach i proporcjach, w porcji dziennej dostosowanej indywidualnie do osobnika. Karma uzupełniająca nie zapewnia psu kompletnego zapotrzebowania na składniki pokarmowe, witaminy i minerały.
            Drugą istotną informacją, jak widać na przykładzie etykiety karmy dla psa Dolina Noteci Premium bogatej w dziczyznę, jest sposób podawania pożywienia. Wielkość oraz ilość porcji w ciągu dnia podane na etykiecie są wyliczone na podstawie danych statystycznych i  powinny stanowić wartość orientacyjną. Odpowiednia porcja jedzenia powinna być określana indywidualnie po uwzględnieniu wagi, wieku i aktywności psa.
            W przypadku wątpliwości czy podawana pupilowi porcja jedzenia jest odpowiednia, najlepiej zwr
ócić się o poradę do doświadczonego specjalisty od zwierzęcej diety.

















Skład – trzy grupy składników
1. Skład karmy – informuje o surowcach, z jakich karma została wyprodukowana, a więc jaki rodzaj mięsa się w niej znajduje, jakie warzywa i zboża. Ta część etykiety jest jak przepis, zgodnie z którym wytwarza się pokarm.
2. Składniki analityczne – informacja o procentowej wartości poszczególnych składników odżywczych – białka, tłuszczy, włókien. Wbrew pozorom można z niej wyczytać więcej na temat jakości danej karmy niż z samego składu.
3. Dodatki – inne substancje takie jak witaminy, dodatki funkcjonalne (dzięki którym karma zyskuje dodatkowe właściwości prozdrowotne) oraz dodatki technologiczne (substancje, które poprawiają konsystencje karmy lub przedłużają jej trwałość).

Skład karmy
            Taki podział sprawia, że etykieta wydaje się czytelna. Jeśli jednak zacząć się zastanawiać nad użytymi w opisie sformułowaniami, można dojść do wniosku, że tak naprawdę niewiele one mówią. Bardzo często producenci praktykują używanie lakonicznych określeń, np. „składniki pochodzenia mięsnego” czy „składniki pochodzenia roślinnego”. W ten sposób obchodzi się wymogi prawne, ale dla konsumenta niewiele to znaczy. Nie wiadomo z jakiego gatunku mięsa została stworzona karma ani z jakich części zwierzęcia pochodzi. Jednak nawet taka skąpa informacja o czymś świadczy. Najczęściej o tym, że karma jest słabej jakości. Gdyby producent użył do produkcji wartościowych składników, na pewno chciałby się tym pochwalić.
            Karma dobrej jakości powinna być produkowana z mięsa, a im zawartość tego mięsa jest większa, tym karma jest zdrowsza i bardziej pożywna. Określenie „mięso” to wszystkie części zwierząt, które nadają się do spożycia przez ludzi. Zatem karma wyprodukowana z „mięsa” jest najbardziej wartościowa, ale też często najdroższa, ze względu na skomplikowane procedury produkcji.  Ważne, aby mięso było świeże. Poddane jakiejkolwiek obróbce, traci swoje właściwości i dobry smak.
            Uboczne produkty pochodzenia zwierzęcego i produkty pochodne to takie elementy mięsne, które nie są przeznaczone do spożywania przez ludzi, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by były podawane zwierzętom. Z produktów ubocznych najczęściej produkuje się mączki. Mięso w formie mączki, co często się zdarza w karmach, jest dla psa mniej smaczne, ponieważ ma gorzkawy posmak. Jest to też zwykle produkt niższej jakości, dlatego karmy produkowane z mączki mięsnej osiągają niższe ceny, niż pełnowartościowe karmy z wysoką zawartością świeżego mięsa. Wartościowa karma dla psa charakteryzuje się zatem wysoką zawartością mięsa w swoim składzie. Jest to kluczowe, ponieważ mięso jest najlepszym źródłem białka i tłuszczu tak ważnych w diecie każdego czworonoga. To właśnie te dwa składniki zapewniają psu odpowiednią ilość energii każdego dnia.
            W zakresie składników mięsnych, wykorzystanie w karmie podrobów, wcale nie znaczy
o niskiej jako
ści karmy. Podroby to świeże mięso inne niż mięso tuszy, w tym wnętrzności i krew.  Podroby wbrew pozorom są zalecane w diecie psa, jednak z umiarem. Powinny być dodatkowym elementem diety, a nie jej podstawą. O wartości odżywczej podrobów stanowi zawartość białka o wysokiej wartości odżywczej, a także większa, w porównaniu z mięsem, ilość i różnorodność witamin i minerałów.  Jak już wiadomo, pod określeniem podroby, może kryć się bardzo wiele, dlatego zgodnie z wcześniej wspominaną zasadą, im bardziej szczegółowa informacja, tym lepiej. Już sama nazwa karmy dużo mówi o jej składzie. Karma „o smaku kurczaka” to taka, która w swoim składzie zawiera mniej niż 4% kurczaka. Karma „z kurczakiem” to taka, która w co najmniej 4% składa się z kurczaka. Karma „bogata w kurczaka” oznacza, że mięsa drobiowego jest w niej co najmniej 14%. „Menu” lub „danie” oznacza, że danego rodzaju mięsa jest w karmie co najmniej 26%. Określenie „ w całości” oznacza, że do produkcji karmy użyto tylko jednego gatunku mięsa lub produktów pochodzenia mięsnego.
            Doskonałym źródłem składników odżywczych w diecie pupila są również oleje rybie oraz oleje pochodzenia roślinnego, np. olej lniany. Podobnie jak w diecie człowieka są one cennym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych, popularnie zwanym omega-3 i omega-6. Ich dostarczanie jest niezwykle ważne w okresie wzrostu i rozwoju, ale również w dorosłym życiu, gdyż wpływają pozytywnie na prawidłowe funkcjonowanie mózgu oraz układu nerwowego. Ich jedyną wadą jest skłonność do szybkiego utleniania się, dlatego każda karma z ich udziałem powinna zawierać większą ilość witaminy E, która jest naturalnym przeciwutleniaczem.
            Do karmy dodaje się również owoce i warzywa. Są one ważnym składnikiem, gdyż dostarczają witaminy, antyoksydanty i enzymy, potrzebne w diecie pupila. Dobroczynny wpływ na organizm psa mają np. wytłoki z buraka. Zawierają one dużą ilość włókien pokarmowych, które przyczyniają się do prawidłowego funkcjonowania układu pokarmowego i zabezpieczają psa przed bakteriami. Podobnie jest z cykorią, z której izoluje się inulinę. Inulina to fruktooligosacharyd, który w składzie może kryć się pod nazwą FOS. Również MOS, czyli mannooligosacharydy, które poprawiają konsystencję kału, ograniczają wzdęcia i pobudzają bakterie układu pokarmowego, są pożądanym dodatkiem w karmie. Podobnie jak prebiotyki, które wspomagają przewód pokarmowy.


Skład analityczny
            O ile białko powinno być głównym składnikiem diety, o tyle prawidłowo pełni swoją rolę wtedy, gdy ma pochodzenie odzwierzęce. Niestety zastępowanie go białkiem roślinnym sprawia, że trzeba podać psu większą ilość karmy, by najadł się do syta. Nie jest to jednak jedyny problem.
            Białko roślinne pochodzi najczęściej ze zbóż, które choć są częstym składnikiem karm dla zwierząt, to jednak nie są one w ich diecie wskazane. W szczególności nie powinny być spożywane w nadmiarze. Mogą one powodować otyłość i inne choroby z nią związane, jak również mogą uczulać. Przez wielu producentów zboża traktowane są jako wypełniacze do karm. Zboża w karmie są niepożądane ze względu na gluten. Podobnie jak u ludzi u psów coraz częściej można spotkać się z przypadkami nietolerancji na gluten. Dobrym i nieszkodliwym zamiennikiem dla zbóż jest skrobia ziemniaczana, batat i topinambur.
            Należy również unikać karm, które w swoim składzie mają soję. Podobnie jak w przypadku ludzi, tak u psów soja może wywierać niekorzystny wpływ na gospodarkę hormonalną, powodując w tym zakresie problemy ze zdrowiem.

Dodatki
            Podobnie jak w przypadku produkcji pożywienia dla ludzi, tak i w produkcji karm dla zwierząt dodaje się składniki, które mogą wywierać negatywny wpływ na stan zdrowia zwierzęcia. Jakich zatem dodatków unikać? Na pewno należy unikać karm z zawartością BHA oraz BHT. Są to sztuczne przeciwutleniacze, które są zakazane w produkcji żywności dla ludzi, ponieważ dowiedziono, że są szkodliwe dla zdrowia. Należy również unikać barwników. Do karm dla zwierząt są dodawane, by oszukać zmysły właścicieli. Jednak to nie kolor karmy decyduje o jej wartości a głównie jej zapach.

            Podsumowując, by świadomie wybierać dobrej jakości pożywienie dla swojego pupila, niezbędna jest umiejętność analizowania składu zaszyfrowanego na etykiecie. Konieczna jest do tego znajomość używanego przez producentów nazewnictwa oraz podstawowych potrzeb żywieniowych naszych czworonogów. Karma dobrej jakości to taka, w której jak największy procent stanowi mięso. Co za tym idzie dobra karma to taka, której głównym źródłem energii jest białko pochodzenia zwierzęcego. Jest ono najbardziej pożywne i zapewnia odpowiednią ilość energii. Najlepiej, jeśli w karmie nie ma zbóż lub stanowią tylko nieznaczny udział w jej składzie. Dobrze, jeśli karma została wzbogacona w witaminy i minerały oraz FOS i MOS. Dodatki, których lepiej unikać to sztuczne konserwanty, barwniki, wzmacniacze smaku i zapachu. 

Jak Wam wspominałam w ostatniej recenzji dystrybutor zabawek GiGwi i Hartz przysłał nam kilka do testów. Pierwszą z nich, jak już wiecie, jest Hartz ZOO Ballons, natomiast druga to pluszowa wiewiórka GiGwi z serii plush friendz ring. Wszystkie wzory są dostępne w moim ulubionym sklepie czyli T4d za 36,80 zł. Cena przeciętna jak na pluszowe zabawki dla psów (wielkości labradora oczywiście). 


GiGwi w swojej kolekcji ma trzy przeurocze wzory: lisek, miś i wiewiórka. Ta ostatnia trafiła do nas i to o niej będzie recenzja, ale nie widzę między nimi poważnych różnic, jedyne co mnie zastanawia to miejsce w którym została umieszczona piszczałka w misiu. Lis i wiewiórka mają w ogonie, miś natomiast ogona nie ma więc najprawdopodobniej piszczałkę wszyto w łapki. Po ściśnięciu ogona usłyszymy dosyć głośną piszczałkę, o w miarę znośnym dźwięku. 
Całość tworzy ringo obszyte mięciutkim materiałem, który bardzo przyjemnie trzyma się w rękach. Wszystkie szycia są dokładne, nie odstają żadne (kuszące) nitki, a przy delikatnym szarpaniu nic nie pękło. Mocniejsze przeciąganie nie powinno zrobić jakiś większych uszkodzeń, ale znam siłę Lune i myślę, że na taki rodzaj zabawy przeznaczymy coś innego. 
Myślałam, że Luna szybko pozbędzie się odstających elementów (zęby i uszy), ale nic takiego nie miało miejsca, zabawka wciąż wygląda jak nowa, a w psiej paszczy jest naprawdę często. Jak to większość pluszaków, nie nadaje się na zabawy na dworze, jakieś małe ubrudzenia powinny zejść w myciu ręcznym, ale po kąpieli błotnej mogą zostać trwałe ślady. 
Producent ma w sprzedaży tylko jeden rozmiar (na moje oko M) o średnicy 11cm. Myślę, że fajnym rozwiązaniem byłoby dodanie czegoś większego, ale też mniejszego. Psiaki wielkości doga niemieckiego będą miały te zabawki o wiele za małe. 
Zabawka jest lekka, nie wypada z pyszczka. Nie odbija się, po służy bardziej jako taka domowa przytulanka, albo zabawka do jakiś prostych domowych sztuczek (dobrze leży na psiej głowie <3)
 
Dziś powitaliśmy 2018, który będzie rokiem pełnym wyzwań i realizacji celów. Mimo, że 2017 nie był rokiem moich marzeń, nie mogę napisać, że był zły. Udało nam się zmienić weterynarza (co dla niektórych pewnie jest czymś naturalnym, ale nie dla mnie, gdzie rodzice są ślepo zapatrzeni w ich ideał "weterynarza") , poznaliśmy więcej ciekawych ludzi, zaczęliśmy pracować nad psio-ludzką relacją czy też zadecydowaliśmy o sterylizacji (która koniec końców i tak odbędzie się w 2018 ). Przez te 365 dni nie znaleźliśmy czasu na pisanie regularnie postów na blogu czy też zrzucenie kilku zbędnych (psich) kilogramów, co u nas jest walką z wiatrakami. Gdy już widziałam jakąś poprawę i Luna chudła, przybywała babcia, która zawsze musi dać  biednemu/ głodnemu psu ciasteczko lub cokolwiek co ma pod ręką. Na zdjęciu niżej tegoroczne święta i Luna w prezentach, które dostała od całej rodziny. Gdyby je tak policzyć dostała tyle samo co ja.



Mimo, że Luna dostała w tym roku dużo prezentów, poniosłam maniacką porażkę. Pod choinką miał być jeszcze cudowny zestaw od Witty & White, który okazał się za gruby, za duży i w niezbyt ciekawych kolorach. Smycz i obroża z liny były moim marzeń, na zdjęciach innych psiarzy wyglądały cudownie. Może tylko w modelu, który sobie upatrzyłam wszystko wyszło tak niefortunnie, ale było mi wtedy ogromnie przykro. Paczkę odesłałam, a Witty&White wciąż nie odpisało. Czekamy na email już naprawdę długo, ale to pewnie przez to świąteczno-sylwestrowe zamieszanie. 
Na początku grudnia kupiliśmy także zooplusowe ubranko, by móc wychodzić na dwór w każdą pogodę, a pies nie wracał cały mokry i brudny, ale jak to ze mną bywa i tu źle dobrałam rozmiar więc ubranko nadało się do zwrotu. W tym momencie bardzo chciałam podziękować zooplusowi, że tak szybko rozwiązali całą sprawę. Kurtka miała trawić do schroniska, ale w mojej okolicy nie ma żadnego, które interesowałoby się takimi rzeczami więc ciuszek odesłałam.  
Te porażki spowodowały, że dostałam zakaz zamawiania psich akcesoriów do odwołania. W sumie rozumiem trochę rodziców, bo nie były to rzeczy tanie, a wszystko przyszło nie takie jak miało być. Myślę, że prędzej czy później o tym zapomną, a ja kupię jakąś nową obróżkę (już sobie jedną upatrzyłam :D ). Tylko tym razem bardzo dokładnie zmierzę Lunę! 

Na końcu chciałam podziękować wszystkim, którzy śledzili moje i Luny poczynania zarówno tu na blogu jak i na facebook'u czy instagramie. Życzę wam by 2018 był rokiem samych sukcesów!

W połowie grudnia udało mi się odebrać paczkę do testów od polskiego dystrybutora zabawek Hartz i GiGwi. Do końca nie wiedziałam, co dokładnie znajduje się w paczce, wszystko było ogromną niespodzianką. Gdy otworzyłam pudełko znalazłam prześmieszną zabawkę Zoo Ballons i uroczą wiewiórkę (o której też co nieco napiszę). 


Zabawki z serii "Dura Play Zoo Balloons" to nadęte zwierzaki z zoo, przedstawione jako piszczące piłki. Do wyboru mamy trzy wersje: krokodyla, nosorożca i lwa (na zdjęciu wyżej), wszystkie modele są niezwykle sympatyczne. Produkty Dura Play są wykonane z naturalnego lateksu, do ich produkcji zastosowano wyjątkową technologię z wykorzystaniem pianki, co można zauważyć już przy pierwszym kontakcie z piłką, jest miękka i jednocześnie wytrzymała. Kształt jak i materiał sprawiają że zabawki Zoo Balloons odbijają się w nieprzewidywalny sposób, dlatego idealnie nadają się zarówno do zabaw w domu jak i na spacerze, nawet w deszczowe dni. Nasz lew został już narażony na bliskie spotkanie z błotem, a po kąpieli wygląda jak nowy, sami zobaczcie!
Po wyschnięciu piszczałka nie traci swoich głośnych możliwości, a na stronie producenta widnieje informacja, że produkt nadaje się do zabaw w wodzie. Ze względu na porę roku nie mieliśmy okazji przetestować tej możliwości. Myślę, że nadęty zwierzak przeszedł by ten test z wzorową oceną. Zabawkę dostałam w ramach testów, dlatego nie znam dokładnej ceny produktu, ale po przeszukaniu internetu dowiedziałam się, że można ją kupić w T4d za 36,80zł. Jedynym minusem jaki zauważyłam jest brak wyboru rozmiarów, zabawka występuje w jednym rozmiarze czyli na moje oko "L", waży 100g a wysokość to ok. 8,5 cm co na pewno nie będzie odpowiadało właścicielom małych psów. 


Lunie bardzo spodobała się zabawka, więc zabieramy ją na prawie każdy spacer, a w domu możemy się nią bawić godzinami, co niekoniecznie podoba się fanom oglądania telewizji, bo piszcząca melodia grana przez labradorkę zagłusza większość domowych dźwięków. :)

Trzy lata temu moje życie zaczęło się zmieniać, dziś uważam, że na dużo lepsze, ale wtedy nawet z tych zmian nie zdawałam sobie sprawy. Zacznijmy od tego, że nie od urodzenia byłam psiolubna, pewnego czasu strasznie bałam się psów, nawet własnego. Każdy napotkany pies kojarzył mi się z strasznymi kłami, które chcą pozbawić mnie życia.  Wszystko przez to, że ludzie puszczali psy luzem, nie panując nad nimi czy by po prostu "mieć spokój". Często zdarzało się że zwierzęta biegały w samopas robiąc co chcą, bez jakiejkolwiek opieki. Kiedyś po kilku nieobecnościach w szkole poszłam do koleżanki odpisać lekcje, to były jeszcze te czasy, gdzie notatek nie przesyłaliśmy za pomocą facebook'a i wszystko załatwialiśmy osobiście, a ponieważ miałam osiem lat lekcji nie było dużo. Podczas tego 500 metrowego spaceru, gdy byłam tuż obok domu koleżanki, podbiegł do mnie zupełnie obcy pies, był bez smyczy, bez właściciela i bez czegokolwiek. Przestraszyłam się, bo jedyne co wiedziałam o psach to to jak się przed nimi bronić. Nikt nigdy nie powiedział mi, że mogą być dobre, że mogą chcieć się pobawić, zawsze nastawiona byłam na obronę przed tymi stworzeniami, więc nie przychodziła mi na myśl przyjaźń ludzi i zwierząt. Tym bardziej, że nikt nie wytłumaczył mi podstaw psiej mowy ciała,  które pozwoliłyby mi określić jego zamiary. W moim umyśle ten pies chciał tylko jednego - dopaść mnie i pogryźć. Strasznie spanikowałam, nie wiedziałam co mam robić i ( chodź dziś wiem, że było to głupie)  postanowiłam pobiec, wtedy ( ośmioletniej dziewczynce)  wydawało się to jedynym rozwiązaniem. Pies nie mal natychmiast zauważył moją reakcje i pobiegł w tym samym kierunku, a gdy znalazł się wystarczająco blisko, zaczął na mnie skakać. Przeraziłam się, bo byłam pewna, że to już koniec. Przykucnęłam i zaczęłam głaskać to obce stworzenie, które wreszcie się uspokoiło. Tak strasznie się bałam, że jeśli przestanę go głaskać to się na mnie rzuci, że głaskałam go ponad godzinę, do czasu aż przyszła jakaś pani i oznajmiła, że to pies jej sąsiadów. Okazało się, że kłamie, bo następnego dnia widziałam jak wyprowadza go na smyczy, pewnie było jej wstyd i nie chciała się przyznać, że to jej pies i że to ona jest nieodpowiedzialną właścicielką. Do koleżanki doszłam po ponad godzinnym spóźnieniu. Zdarzało się, że przychodziłam po czasie, ale takiego spóźnienia nigdy wcześniej się nie dopuściłam. Po tamtej akcji bałam się każdego, dosłownie każdego psa, mimo, że żadna krzywda mi się nie stała. Z czasem jednak, zaczęłam rozumieć, że psów nie należy się bać, a po dwóch latach od założenia facebook'a nie wyobrażałam sobie życia bez psów. Wszystko zaczęło się gdy w facebookową wyszukiwarkę wpisałam hasła związane z psami. Większość znalezionych fanpage to różnego typu strony zabawami dla dzieci. Dopiero po pewnym czasie poznałam ludzi z prawdziwą pasją, ludzi którzy potrafili odnaleźć się w psio-ludzkiej relacji, tacy ludzi strasznie mi imponowali, sama chciałam dowiedzieć się czegoś więcej a dzięki internetowi zadanie miałam ułatwione.

 
W między czasie odszedł mój pierwszy pies. Rodzice nie mieli zielonego pojęcia o wychowaniu psa, owczarek ten wykazywał agresywne zachowania, potrafił bez powodu rzucić się na kogoś z zębami. Całe życie mieszkał na dworze, a do domu nie miał wstępu. Nie byłam do niego jakoś szczególnie przywiązana, nie obdarzałam go takim uczuciem jakie przelewam na Lunę, ale jego odejście bardzo mnie zabolało. Pamiętam doskonale tamten dzień. Mimo że od wielu tygodni przygotowywałam się na jego odejście, wiadomość o tym, że już nigdy więcej go nie zobaczę nie potrafiła do mnie dotrzeć. Przepłakałam cały dzień, myśląc o tym co zrobiłam złego, co mogłam naprawić i dlaczego postąpiłam tak a nie inaczej względem tego stworzenia. Cieszę się, że chociaż w tych ostatnich dniach miał od życia coś lepszego. Kupiłam wtedy pierwsze prawdziwe zabawki dla psa. Nawet dziś zdarzają mi się takie myśli, a moje sumienie nie odpuszcza, patrząc na to jak walczę i staram się o Lunę. Jest mi niesamowicie przykro, że wcześniejszy pies nie zaznał tyle miłości. Czasami chciałabym cofnąć czas i naprawić wszystkie te błędy, chodź wiem że to nierealne. Teraz z perspektywy czasu wiem, dlaczego tamten pies miał przejawy agresji. To od nas, ludzi, najbardziej zależy charakter psa, więc zanim podejmiemy decyzje o przyjęciu nowego członka rodziny, poczytajmy o tym jak go wychować i jak się nim opiekować. Wiadomo, że uczymy się na błędach, ale niektóre są nieodwracalne i raz popełnione będą z nami do końca życia. Kochajcie swoje psy i zajmujcie się nimi najlepiej jak potraficie, czas leci niesamowicie szybko, dlatego nie warto zmarnować ani minuty.



Dwa tygodnie temu pożegnałam się z Luną i ruszyłam w wakacyjną podróż. Bardzo zależało mi, żeby zabrać ją nad morze i na mazury, ale rodzice byli nieugięci. Mimo wielu próśb, postanowili zostawić psa pod opieką babci i brata. Luna zostawała z nimi już wcześniej i nie było żadnych problemów, ale to nigdy nie było to co moja opieka nad nią. Często ustalone przeze mnie zasady były naginane, a pies jadł co chciał i robił co chciał, a jedna z ulubionych zabawek zniknęła za płotem sąsiada i ślad po niej zaginął. W czasie gdy Luna bawiła się w najlepsze, ja zwiedzałam Rewal, nadmorską miejscowość, w której można było spotkać wiele osób odpoczywających z swoimi czterołapnymi przyjaciółmi. Nie wiem czy wszyscy należeli do grona psiarzy, ale wszyscy wyprowadzali psyjaciół na smyczy oraz po nich sprzątali, nie to co w moim rodzinnym mieście, gdzie sprzątanie po pupilach jest czymś "dziwnym". Trafiłam tylko raz na pewną parę z psem, która 5 min patrzyła na kupę swojego podopiecznego, po czym upewniła się, że nikogo w okół nie ma i poszła. Przy zejściach na psią plażę znajdowały się kosze jak i woreczki na psie odchody, więc nawet jeśli komuś zdarzyło się woreczków zapomnieć mógł się w nie zaopatrzyć. Co jakiś czas pojawiały się znaki informujące o mandacie w wysokości 500zł za nie sprzątanie po swoim psie. Może gdyby takie znaki, worki i większa ilość koszy pojawiłyby się w każdym polskim mieście, to sprzątanie po pupilach stałoby się czymś normalnym nawet w małych miasteczkach i wsiach. Rewal jest dość dużą miejscowością z licznymi atrakcjami dla ludzi, niestety nie znalazłam ani jednego wybiegu dla psów, a fajnie byłoby gdyby miasto zainwestowało w coś dla psiolubnych. Niektóre ośrodki zgadzały się na nocleg z pupilem, niestety zazwyczaj znajdowały się one daleko od plaży czy centrum. Mimo to wiele ludzi decydowało się by to właśnie tam spędzić wakacje z psem. Rewal znajduje się ok. 40 kilometrów od Kołobrzegu, więc jeśli ktoś chciałby odwiedzić większe miasto, może wyruszyć w krótką podróż. Ja sama pojechałam do Kołobrzegu na zakupy do Centrum Zoologicznego Żulicki, ponieważ mają tam niesamowity wybór akcesoriów dla zwierząt. Kupiłam tam tylko psie piwo i paczkę przysmaków z Brita, bo (jak to zwykle w zoologicznych bywa) zabawki były droższe niż w internecie, a i tak miałam robić zamówienie więc wolałam poczekać do powrotu, chociaż kongi niesamowicie kusiły. 


 










Mimo, że bardzo tęskniłam za Luną, nie wzięłabym jej nad morze. Ten gwar, chałas i masa ludzi na pewno byłaby dla niej strasznym stresem, szczególnie w tak dużej miejscowości. Całkiem inna sytuacja jest na mazurach. Domki letniskowe nad jeziorem umiejscowione są zazwyczaj daleko od miasta, w małych wsiach, z dostępem do jeziora. Tam Luna mogłaby się wyszaleć i wybiegać, poznałaby nowe miejsce, dużo spokojniejsze niż nadmorskie miasta. Nie mogę jednak zabierać jej z sobą na wakacje dopóki rodzice się nie zgodzą, a nawet jeśli jakimś cudem pozwolili na wyjazd z psem, nie byłby on dla nich odpoczynkiem. Kocham Lune nad życie, ale muszę uszanować to, że ktoś z domowników chciałby przez tydzień lub dwa nie tonąć w sierści, nie sprzątać  błotnistych śladów łap czy wychodzić na dwór nawet w deszczu. Jako dorosła osoba, żyjąca na własny rachunek będę mogła podjąć decyzje o zabraniu psa na wakacje i o wyborze dla niego odpowiedniego miejsca, a teraz zostaje mi trochę potęsknić i przywieźć jakieś fajne prezenty. :) W tym roku podarowałam Lunie pluszaka znalezionego na straganie w Kołobrzegu, psie piwo i przysmaki Let's Bite, których nie ma na zdjęciu, ponieważ bardzo szybko trafiły do psiego brzucha. 


Koniec roku szkolnego zmusił mnie do porzucenia realizacji planów, musiałam porządnie wziąć się za naukę by uzyskać jak najlepsze oceny na świadectwie. Wraz z rozpoczęciem wakacji przyszła ogromna nadzieja, wierzyłam, że uda mi się ogarnąć HTML'a i zrobić swój własny, niepowtarzalny szablon. Niestety informatyka nie jest moją mocną stroną, dlatego musiałam poszukać pomocy. W końcu udało mi się coś wykombinować i oto przybywam z nowym (mam nadzieję lepszym) Światem Czterech Łap.  Teraz, gdy blog jest bardziej przejrzysty, mam ogromną chęć pisania nowych postów i wrzucania nowych zdjęć. A jeśli chodzi o zdjęcia, od niedawna posiadam amatorską lustrzankę. Jest to pierwszy "mój" aparat. Niektóre zdjęcia na blogu są wykonane właśnie Canonem 1200d. Ostatnio zauważyłam wyłysienia na bokach Luny, bałam się, że dolega jej coś poważnego, więc czym prędzej udałam się do weterynarza. Niestety pierwszy totalnie zignorował sprawę, a drugi kazał czekać. Jakiś tydzień temu wybrałam się więc do zupełnie kogoś innego, labradorka miała pobraną krew na tarczycę. Na całe szczęście okazało się że z Luną wszystko w porządku. Planujemy sterylizacje labradorki, ale wciąż się waham. Po prostu się boję że mogą wystąpić jakieś komplikacje, na które nikt nie będzie miał wpływu. Słyszałam dużo smutnych historii, gdzie nawet przy najprostszych zabiegach dochodziło do powikłań. Wierzę jednak, że pani weterynarz zadba o to by wszystko skoczyło się dobrze. Razem z Luną życzymy zdrówka waszym psom! 

Każdego dnia opowiadamy innym o swoich przeżyciach, wspomnieniach. Chcemy by wiedzieli co działo się u nas, co robiliśmy, co oglądaliśmy w tv. Słuchamy o wydarzeniach z dnia kogoś bliskiego. Nasze zwierzęta psy, koty nie potrafią opowiedzieć o codziennych rozterkach, nie mogą ująć w słowa tego co wydarzyło się w ich życiu i przekazać to swoim psyjaciołom. Każdy pies inaczej dzień rozpoczyna i kończy, inaczej ten sam dzień widzi nasz czworonożny przyjaciel, inaczej widzimy go my, dlatego dziś chciałabym opisać dzień oczami Luny. Żyjemy pod jednym dachem, spędzamy razem wszystkie możliwe chwile, a jednak nasz dzień nie jest identyczny, dlaczego? O tym już słowami Luny.


"Hej wszystkim! Nie często mam szanse opowiedzieć o sobie, a dziś mogę ująć w słowa to co dzieje się w moim życiu od świtu do zmierzchu, więc nie tracąc czasu, zaczynam!"
"Słyszę kroki, jest jeszcze bardzo wcześnie, są takie delikatne, ciche hmm... to Julia, tylko ona wstaje o tej porze i przychodzi by się przywitać. Jeśli wstaje tak wcześnie wiadomo, że pójdzie do szkoły, szkoda, lubię gdy zostaje w domu, zawsze jest wtedy więcej zabawy. Zeszła po schodach i zagląda przez furtkę mojego pokoju. Zakłóciła mi mój cudowny sen, już prawie udało mi się dorwać pyszne jedzonko z stołu! Mimo to nie potrafię się na nią gniewać, jest dla mnie naprawdę ważna, ale dlaczego właśnie ona? Czyżby dlatego że przynosi każdego ranka i wieczorku kubek karmy? Czy może jednak dlatego że to ona bierze w rękę smycz i pozwala mi poznać świat, który znajduje się po za ogrodzeniem mojego domu? Muszę się nad tym zastanowić, ale nie teraz, teraz nie ma na to czasu. Widząc jak się do mnie uśmiecha nie potrafię zatrzymać ogona, uderzam nim w swoje legowisko najmocniej jak potrafię. Po tej chwilowej wymianie spojrzeń mogę wrócić do swojej drzemki. Mama przyjdzie dopiero gdy będzie musiała już wyjść. Mam jeszcze godzinkę by się wyspać. Czas ten leci nie ubłaganie i już niedługo przychodzi Julia wraz z swoim tatą. Gdy pada pytanie "Luna jesteś głodna?" nie zostaje mi nic innego niż zerwać się z legowiska, by pokazać że jestem bardziej głodna niż kiedykolwiek. Furtka pomieszczenia w którym śpię otwiera się z głośnym skrzypnięciem po czym ja zyskuje dostęp do korytarza i schodów prowadzących na parter. Po każdej drzemce trzeba rozprostować łapki, więc zaczynam się rozciągać. Jedna łapa w przód, druga łapa w przód. Zanim zdążę skończyć swoje wygibasy Julia wraca już z kubkiem karmy. Biegnę w stronę miski, przecież muszę być tam pierwsza! Siadam grzecznie i czekam aż kulki wpadną do mojego psiego talerza, po chwili oczekiwania słyszę "Smacznego" co pozwala mi rzucić się na miskę z dziką radością, jem te chrupki każdego ranka i każdego ranka smakują tak samo pysznie. Skrzyp furtki mojego pokoju oznacza, że znowu zostałam sama, Julia poszła do szkoły a mi zostało tylko czekać a reszta domowników wstanie. Gdy wstają rodzice wychodzę na dwór by załatwić potrzeby i przebiec podwórko, a może ten kot od sąsiadów znów kręci się pod ogrodzeniem? Może dziś uda mi się go złapać! Po wszystkich tych czynnościach, strasznie tęsknie za ludźmi. Mam pomysł, pójdę pod tylne drzwi, tata zawsze rano ogląda telewizję więc będzie mnie widział. Siadam przed wejściem do domu i patrze na moją rodzinę najsmutniejszymi oczami jakie potrafię zrobić, to zawsze działa, już po chwili słyszę jak ktoś podchodzi by mnie wpuścić. Przegląd domu zaczynam od zajrzenia do kuchni, może coś zostało po śniadaniu? Nie, dokładnie posprzątali, jakby wiedzieli że będę chciała coś zjeść, a przecież jestem na diecie. Kto w ogóle wymyślił dietę? Jaka ona jest bez sensu, trzeba kosztować wszystko co znajdzie się na drodze a nie ograniczać się do kilku chrupek. Kuchnia czysta, salon też, nigdzie nie ma jedzenia, ludzie dobrze je schowali. Jak nie mogę nic zjeść to czas się pobawić, zacznę od piskania najgłośniej jak potrafię moją ulubioną piłką. Przyniosłam tacie, może mi ją rzuci? Pokulał nią delikatnie w najdalszy kąt pokoju. Po kilku takich rundach kompletni mi się już ta zabawa nie podoba. Pooglądam trochę telewizji, zawsze rano lecą fajne programy o psach. Niestety nigdy nie oglądam ich do końca, zawsze po kilku minutach zasypiam, a budzę się dopiero gdy przychodzi babcia, chyba że ktoś wcześniej zastuka talerzykiem w kuchni albo jakąś miseczką to momentalnie się budzę. Pojawienie się babci zawsze wiąże się z ciasteczkami. Jej wejście przez drzwi sugeruje żeby ładnie usiąść, machnąć łapką, a zakazane jedzonko już jest twoje. Po wejściowej ceremonii, warto trzymać się blisko babci, ona nigdy nie przychodzi z pustymi rękoma i w każdej chwili jest wstanie wrzucić coś dla biednego, głodnego labradora. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. Po powrocie do domu Julii już nikt nie chce mi dać nic do jedzenia. Nie wiem czemu ona ich tak pilnuje. Przecież to jeden mały kawałek mięsa. Mimo to cieszę się że zakończyła już lekcje. Często wraca taka zmęczona że musi sobie uciąć małą drzemkę. Uwielbia jak śpię wtedy z nią, ja też całkiem lubię tulić się z ludźmi. Zapomniałam dodać że zanim sobie trochę odpoczniemy Julia musi zjeść obiad, pokazuje jej łapą że ma się podzielić, ale ona jest nieugięta. Ostatnio opracowałam nowy sposób proszenia, kładę jej głowę na kolana, podoba jej się to bo mówi że jestem urocza ale i tak jedzeniem się nie dzieli. Szczekanie, wstydzenie, dawanie łapy nie działa, macie pomysł jak temu zaradzić? Gdy już żołądek ma pełny, a siły odzyskane, zabiera się do lekcji. Czasami wyrobi się szybko i wtedy zabiera mnie na długi spacer, rzadko to się jednak zdarza. Większość razy wychodzimy na krótkie przejścia wokół osiedla. Zauważyłam że ludzie nie używają już przy mnie słowa "spacer" bo wiedzą że po jego wypowiedzeniu nie mają wyjścia i muszą mnie zapiąć na smycz i wyprowadzić. Zastępczo mówią "przechadzka" ale to też już znam, ciekawe co wymyślą za chwilę. Po obwąchaniu terenu i obszczekaniu psów z okolicy urządzamy trening sztuczek na naszym podwórku, powtarzamy wtedy wszystkie które już poznałam i zaczynamy naukę nowej. Po powrocie do domu muszę sobie odpocząć, Julia niestety nigdy nie ma czasu i zaczyna przygotowania do jakiś sprawdzianów. Z snu wyciąga mnie słowo "kolacja". Wtedy w mojej misce pojawia się wieczorna pora suchych kuleczek. Do późnych godzin oglądam z rodziną telewizje a gdy już wszyscy kładą się do łóżek, Julia odprowadza mnie do psiego pokoju, bym i ja poszła sobie odpocząć. Na szczęście w weekendy mam więcej czasu na zabawy z Julią. Łączy mnie z nią dużo silniejsza więź niż z resztą rodziny, chociaż to babcia daje ciasteczka :p Człowiek daje mi dom, jedzenie i bezpieczeństwo, dlatego obdarzam go bezgraniczną miłością. Razem z Julią pokonujemy trudności i zmierzamy się z problemami. Nasz team jest gotowy na wszystko. Nie ma rzeczy, która zniszczyła by tę przyjaźń. " 



Ten post bierze udział w konkursie organizowanym przez blog whippetzpasja.blogspot.com, w którym sponsorami są: PupiLu, Aptus, Skład Karmy oraz SpeedMania.
Ostatnio uznałam, że w naszych zbiorach jest zdecydowanie zbyt mało piłek. Luna nigdy nie zwracała na nie szczególnej uwagi, dlatego też rzadko kiedy zaglądałam w kategorie piłek. Jedyne jakie brała pod uwagę to piszczące. Wszystko jednak się zmieniło po zakupie Chuckit'a recycled remmy. Biszkoptowa cały trening mogła spędzić na bieganiu za piłką. Tak więc nie zostało mi nic innego niż poszerzyć naszą skromną kolekcje!


GiGwi G-Ball to nowość w Toys4dogs, dlatego też nigdzie nie potrafiłam znaleźć o niej opinii.  Producent zapewniał, że jest wykonana z solidnego i wytrzymałego tworzywa termoplastycznego.  Sprawę rozwiązały galaxy kolorki, które popchnęły mnie do zakupu. Druga piłka z zestawu (niebiesko-fioletowa przeźroczysta) jeszcze bardziej przypomina mi kosmos niż ta z zdjęcia wyżej, ale obie wersje kolorystyczne naprawdę przypadły mi do gustu. W innych zestawach (trój-zestaw roz. S i dwu-zestaw roz. L) zawierają piłkę niebiesko-pomarańczową, która też jest całkiem ładna, jednak najmniej podoba mi się z wszystkich wersji. Gdy zamawiałam zabawki,  zestaw L-ek  nie był jeszcze w sprzedaży, dlatego wybrałam dwupak M-ek, który kosztował 42 zł bez przesyłki, co uważam za całkiem w porządku cenę gdy chodzi o stosunek jakości do ceny. Zestaw waży 130g, a średnica jednej piłki wynosi 6cm. Bałam się trochę, że będą za małe dla labradora, ale nic z tych rzeczy. Rozmiar idealnie leży w psim pyszczku, nie wypada a pies dobrze daje radę ją łapać. Tworzywo z której została wykonana zabawka, nie sprawia problemów. Utrzymywanie ją w czystości nie jest  żadnym kłopotem. Odbija się w miarę dobrze, jednak mamy piłki które pod tym względem wygrywają. Piszczałka jest bardzo dobrze ukryta, nie traci dźwięku po spotkaniu z psią śliną i wciąż wydaje z siebie głośny dźwięk. Uwielbiam zabawki z piszczałką bo są one bardzo lubiane przez Lunę. To dźwięk wydawany z piłki sprawia, że przedmiot zyskuje na psiej uwadze. Piłka do dziś wydaje z siebie pisk a przeszła już bardzo dużo spotkań z labo zębami. 

Plusy i minusy
+ Wyraźne kolory
+ Dobrze schowana i głośna piszczałka
+ Wykonana z tworzywa termoplastycznego
+ Nie wyślizguje się z psiej paszczy
+ Łatwo utrzymać ją w czystości
+ Przystępna cenowo
- W polskich sklepach dostępna tylko w zestawach
- Odbija się na średnim poziomie

Nie żałuje zakupu, GiGwi G-Ball sprawdzają się naprawdę dobrze. Luna (co najważniejsze) także jest zadowolona. Myślę, że piłka spodoba się nie tylko piłeczkomaniakom, ale także psom, które cenią sobie piszczałkę. 
Dni coraz dłuższe, pogoda coraz lepsza, z dnia na dzień stopnie na termometrze są wyżej, spacery chodź dla ludzi przyjemniejsze naszym czworonożnym przyjacielom mogą stawać się trudniejsze. Luna męczy się dużo szybciej niż w zimie, a między treningami potrzebne są dłuższe przerwy. By ulżyć trochę futrzaką podajemy im pełne miski wody, ale co gdy to nie starcza? Fajnym rozwiązaniem na upalne dni (i nie tylko) są różnego rodzaju psie lody podane w klasycznym kongowym bałwanku, dziś chciałabym wam podać jeden z najprostszym, a zarazem jakże zdrowych przepisów na "labo-lody" :) 
PRZEPIS
 Potrzebne będą:
- garść truskawek
- banan
- 2 łyżki jogurtu
- by nasz "koktajl" nie wyciekł od razu można zatkać kong na dole łyżeczką masła orzechowego (absolutnie nie nutella! )
Przygotowanie
Do shake'ra wrzucić truskawki, pokrojony na plastry banan (i obrany oczywiście! ), wlać 2 łyżki jogurtu (jeśli chcecie nadać waszym lodom bardziej różowy kolor możecie dodać go więcej). Blendujemy i wlewamy do (zatkanego z dołu masłem orzechowym) kong'a. Owijamy folią aluminiową i wrzucamy do zamrażalnika. By dobrze się zmroził bałwanek potrzebuje ok. 2h. Masa, która zostanie może zostać podana np. w pudełku po jakimś jogurcie lub podana na degustacje w ramach gratisu. 
Takie lody smakowały Lunie ale nie zdobyły jej serca, przy końcu nie radziła sobie z jedzeniem zamrożonym w samym dole konga i po prostu je zostawiła. Myślę, że gdybym dała do niego coś co bardziej spodobało by się jej podniebieniu lizałaby zabawkę do końca. 






W związku z trzydziestozłotowym rabatem do sklepu Fera.pl na pierwsze zakupy do końca grudnia 2016 roku postanowiłam tam właśnie kupić kolejną karmę. Zależało mi na braku zbóż (wyjątkiem był ryż) i drobiu, jako najczęściej uczulającego mięsa. Do tego dochodził limit pieniężny jaki nałożyła na mnie mama, było to nie więcej niż 10zł/kg. Po naliczeniu rabatu okazało się, że tylko fitmin solution spełnia nasze wymagania, dlatego też jego zakupu dokonaliśmy. Smak, który wybraliśmy to Rabbit&rice, czyli królik i ryż.


Smakowitość i kształt granulek
Granulki fitmina są dosyć małe, mniej więcej wielkości 10-groszówki. Fajnie sprawdzały się w roli trenerek, niestety Luna zamiast je gryźć połykała kulki. Granulki były dosyć tłustawe, co oznaczało brudne ręce podczas nagradzania, ale także szybciej opróżnioną miskę.  Nie miałam problemu z przekonaniem Luny do zmiany karmy, a ponieważ przyszła gdy byliśmy już bez jedzenia od razu podałam ją psu. Żołądek nie strajkował, z czego bardzo się cieszę. 
Wygląd i funkcjonalność opakowania
Na opakowaniu widnieją wszystkie ważne informacje. Z przodu można dostrzec trzy psie mordki, różnej wielkości, które oznaczają, że karma przeznaczona jest dla psów wszystkich ras. Na jednym z boków znajduje się uchwyt do przenoszenia opakowania, z początku, nie był mi jako tako potrzebny, ale gdy przyszedł czas obfocić fitmina i musiałam nosić worek w tą i tamtą doceniłam ten szczegół. Bardzo miłym zaskoczeniem był dla mnie suwak, widziałam go tylko w droższych karmach. Gdy zamkniemy worek, zapach psiego jedzenia nie wydostanie się na zewnątrz i dłużej pozostanie świeże. 
Skład i dawkowanie
Mięso z królika i jagnięciny (suszone mięso jagnięce 25%, świeże mięso i wątróbka z królika 17,5% w stanie surowym/ 5% w suchej masie, hydrolizowane mięso jagnięce i podroby 3%), ryż 28%, owies, tłuszcz drobiowy, białko ziemniaczane, miazga jabłkowa suszona, wysłodki buraczane suszone (z buraków cukrowych), siemię lniane, fosforan dwuwapniowy, drożdże piwne, węglan wapnia, chlorek sodu, fruktooligosacharydy (0,2%), nasiona ostropestu plamistego (0,1%), juka (0,03%), kompleks naturalnych przeciwutleniaczy (0,02%) 


Dawkowanie jest według mnie bardzo fajnie rozpisane. Nie musimy ważyć granulek bo producent zadbał o zrozumiałe i proste rozrysowanie dawkowania na kubkach 500ml. Skład jak na tę cenę oceniam na dobry, jednak uważam że zbędnym składnikiem jest tam owies. Na przodzie opakowania pisało że karma jest bezzbożowa a w składzie znajdujemy właśnie owies, co było nieprzyjemnym zaskoczeniem. Za worek 13kg w Zooplusie (chyba najtaniej) zapłacimy 130zł co daje nam cenę 10zł/kg. Pies o wadze 30 kg powinien zjeść ok. 350g, co oznacza że jedna porcja dla labradora kosztuje ok. 3,5zł. Uważam że cena odzwierciedla skład.
Ogólna opinia
Karma została kupiona tylko ze względu na rabat i nie jestem pewna czy do niej kiedyś wrócimy, owies pojawiający się w składzie, za małe dla nas granulki mówią by wybrać co innego, jednak pies chętnie ją jadł, opakowanie było bardzo funkcjonalne. Jeśli macie małego psa lub dużego nie połykającego granulki czy też nie uczulonego na zboża, a na karmę możecie przeznaczyć tylko określoną kwote nie przekraczającą 10zł/kg możecie brać fitmin'a solution bez większych obaw ;)